05/05/2009
Jaka polityka wobec Rosji? - debata gazety
Jak rozmawiać z Rosją i czy w ogóle warto rozmawiać? Gazeta
Wyborcza
przedstawiamy kolejne głosy w dyskusji: "Jaka polityka wobec Rosji?"
w dzisiejszej publikacji m.in. tekst Pawła Kowala.
przedstawiamy kolejne głosy w dyskusji: "Jaka polityka wobec Rosji?"
w dzisiejszej publikacji m.in. tekst Pawła Kowala.
Nie dajmy sobie wmówić, że jesteśmy antyrosyjscy
Ze wszech stron pada propozycja rozpoczęcia z Rosją od nowa, zresetowania nie tylko tego, co było między nami, ale i własnej pamięci. Marcin Wojciechowski, w moim przekonaniu błędnie, proponuje polską wersję "resetu". Naszą odpowiedzią na sytuację między Rosją a UE i NATO powinien być raczej beznamiętny realizm w ocenie tego, co dzieje się na Wschodzie. Tak jak nie jest w naszym interesie, byśmy byli postrzegani jako antyrosyjscy, tak nie jest w naszym interesie, byśmy prezentowali się jako naiwni, skłonni do łatwych rezygnacji z ugruntowanych poglądów i interesów.
Postulaty Wojciechowskiego zostały dawno spełnione. Od 1997 r. specjalne relacje Rosji z NATO i UE zostały sformalizowane. Działa stała wspólna Rada NATO-Rosja, od grudnia 1997 r. funkcjonuje porozumienie o partnerstwie i współpracy UE-Rosja. Podsumowanie 12 lat nie wypada dobrze. W gospodarce Rosja nie jest zainteresowana partnerską współpracą.
Powszechnie mówi się o odradzaniu sfery rosyjskich wpływów w Europie Środkowej. W wypowiedziach rosyjskich polityków Ukraina traktowana jest otwarcie jako pole wpływów, a Polska i Czechy - czego przykładem była sprawa tarczy antyrakietowej - jak państwa o ograniczonych możliwościach decydowania o swoim bezpieczeństwie. Przewidywany akces Gruzji i Ukrainy do NATO wywołał w ostatnim roku gwałtowne reakcje Kremla.
Jeszcze niedawno to, o czym piszę, było kanonem analizy sytuacji w Rosji. Teraz staje się "skrajnym poglądem". Co się stało w ostatnich miesiącach? Zmieniły się intelektualne mody?
W jakimś sensie to UE nie skorzystała ze swojej szansy. Na pytanie, czy woli święty spokój, czy zmiany w Rosji, zachodni świat ostatecznie odpowiedział, że to pierwsze. Rosja, podobnie jak Ukraina i inne kraje na Wschodzie, zamiast poważnych propozycji otrzymała pomoc skierowaną jedynie do wybranych grup społecznych i środowisk. Z biegiem lat europejska oferta stawała się coraz mniej atrakcyjna dla zwykłych Rosjan. Władza, kręgi wielkiego biznesu, eksperci zatrzymujący się w renomowanych hotelach sami korzystają ze współpracy z Zachodem, ale Rosjanom proponują "specjalny rosyjski typ demokracji" i standardów praw człowieka. Jesteśmy świadkami załamywania się europejskiej orientacji w Rosji. W podobny sposób europejski projekt, tu zakładający także wejście do NATO i UE, załamać się może także na Ukrainie i w Gruzji.
Dzisiaj zamiast poważnej propozycji stwarza się Rosji w miejsce starej nową mrzonkę. Reset, czyli skasowanie pamięci, to propozycja dobra dla części rosyjsko-europejskich elit finansowo-politycznych, ale nie dla Rosjan. To projekt, który idealnie odpowiada na oczekiwania w Moskwie. Rosja chce teraz wykorzystać sytuację, wskoczyć na opuszczoną przez Jelcyna polityczną grzędę "supermocarstwa" i jak dawniej grać w dwa ognie z USA i wybranymi krajami Europy. Jak na targu w Biszkeku Rosja chce wymieniać bezpieczeństwo w jednej części świata za bezpieczeństwo w innej (tarcza za Iran). Spoiwem polityki zimnej wojny był wietrzejący marksizm, spoiwem "resetu" będzie bezradność władców Rosji wobec jej wewnętrznych problemów. To spoiwo zmusza dziś Rosję do powracania w stare koleiny, a wielu polityków zmęczonych nieustannymi problemami gotowe jest w tym pomagać, nie bacząc, że za tym przyjdą gorsze problemy. Rosyjska propaganda skieruje uwagę zawiedzionego społeczeństwa jak nie na wojnę w Gruzji, to ku dyplomatycznym "sukcesom" Kremla, zapowiedziom bez pokrycia i groźbom bez uzasadnienia. Czy naprawdę musimy przykładać do tego rękę?
Nie dajmy sobie wmówić, że byliśmy, jesteśmy antyrosyjscy. Polsce naprawdę najlepiej pozostać przy swoim. W UE i NATO bardzo często decyduje mniejszość, pod warunkiem że jest dobrze zorganizowana i ma przemyślane argumenty. Jeśli my pozostaniemy sobą, przyłączą się do tej polityki także inne kraje, a nasza opinia w sprawach wschodnich będzie się liczyć. Nawet jeśli nasze poglądy będą irytować, to nie będzie decyzji w ważnych dla nas sprawach, która zapada obok. Zamiast podążać za resetową modą, pozostańmy przy tym, co służy naszej polityce.
Przyczytaj całą dyskusję w opracowaniu Marcina Wojciechowskiego
źródło: gazeta.pl
Ze wszech stron pada propozycja rozpoczęcia z Rosją od nowa, zresetowania nie tylko tego, co było między nami, ale i własnej pamięci. Marcin Wojciechowski, w moim przekonaniu błędnie, proponuje polską wersję "resetu". Naszą odpowiedzią na sytuację między Rosją a UE i NATO powinien być raczej beznamiętny realizm w ocenie tego, co dzieje się na Wschodzie. Tak jak nie jest w naszym interesie, byśmy byli postrzegani jako antyrosyjscy, tak nie jest w naszym interesie, byśmy prezentowali się jako naiwni, skłonni do łatwych rezygnacji z ugruntowanych poglądów i interesów.
Postulaty Wojciechowskiego zostały dawno spełnione. Od 1997 r. specjalne relacje Rosji z NATO i UE zostały sformalizowane. Działa stała wspólna Rada NATO-Rosja, od grudnia 1997 r. funkcjonuje porozumienie o partnerstwie i współpracy UE-Rosja. Podsumowanie 12 lat nie wypada dobrze. W gospodarce Rosja nie jest zainteresowana partnerską współpracą.
Powszechnie mówi się o odradzaniu sfery rosyjskich wpływów w Europie Środkowej. W wypowiedziach rosyjskich polityków Ukraina traktowana jest otwarcie jako pole wpływów, a Polska i Czechy - czego przykładem była sprawa tarczy antyrakietowej - jak państwa o ograniczonych możliwościach decydowania o swoim bezpieczeństwie. Przewidywany akces Gruzji i Ukrainy do NATO wywołał w ostatnim roku gwałtowne reakcje Kremla.
Jeszcze niedawno to, o czym piszę, było kanonem analizy sytuacji w Rosji. Teraz staje się "skrajnym poglądem". Co się stało w ostatnich miesiącach? Zmieniły się intelektualne mody?
W jakimś sensie to UE nie skorzystała ze swojej szansy. Na pytanie, czy woli święty spokój, czy zmiany w Rosji, zachodni świat ostatecznie odpowiedział, że to pierwsze. Rosja, podobnie jak Ukraina i inne kraje na Wschodzie, zamiast poważnych propozycji otrzymała pomoc skierowaną jedynie do wybranych grup społecznych i środowisk. Z biegiem lat europejska oferta stawała się coraz mniej atrakcyjna dla zwykłych Rosjan. Władza, kręgi wielkiego biznesu, eksperci zatrzymujący się w renomowanych hotelach sami korzystają ze współpracy z Zachodem, ale Rosjanom proponują "specjalny rosyjski typ demokracji" i standardów praw człowieka. Jesteśmy świadkami załamywania się europejskiej orientacji w Rosji. W podobny sposób europejski projekt, tu zakładający także wejście do NATO i UE, załamać się może także na Ukrainie i w Gruzji.
Dzisiaj zamiast poważnej propozycji stwarza się Rosji w miejsce starej nową mrzonkę. Reset, czyli skasowanie pamięci, to propozycja dobra dla części rosyjsko-europejskich elit finansowo-politycznych, ale nie dla Rosjan. To projekt, który idealnie odpowiada na oczekiwania w Moskwie. Rosja chce teraz wykorzystać sytuację, wskoczyć na opuszczoną przez Jelcyna polityczną grzędę "supermocarstwa" i jak dawniej grać w dwa ognie z USA i wybranymi krajami Europy. Jak na targu w Biszkeku Rosja chce wymieniać bezpieczeństwo w jednej części świata za bezpieczeństwo w innej (tarcza za Iran). Spoiwem polityki zimnej wojny był wietrzejący marksizm, spoiwem "resetu" będzie bezradność władców Rosji wobec jej wewnętrznych problemów. To spoiwo zmusza dziś Rosję do powracania w stare koleiny, a wielu polityków zmęczonych nieustannymi problemami gotowe jest w tym pomagać, nie bacząc, że za tym przyjdą gorsze problemy. Rosyjska propaganda skieruje uwagę zawiedzionego społeczeństwa jak nie na wojnę w Gruzji, to ku dyplomatycznym "sukcesom" Kremla, zapowiedziom bez pokrycia i groźbom bez uzasadnienia. Czy naprawdę musimy przykładać do tego rękę?
Nie dajmy sobie wmówić, że byliśmy, jesteśmy antyrosyjscy. Polsce naprawdę najlepiej pozostać przy swoim. W UE i NATO bardzo często decyduje mniejszość, pod warunkiem że jest dobrze zorganizowana i ma przemyślane argumenty. Jeśli my pozostaniemy sobą, przyłączą się do tej polityki także inne kraje, a nasza opinia w sprawach wschodnich będzie się liczyć. Nawet jeśli nasze poglądy będą irytować, to nie będzie decyzji w ważnych dla nas sprawach, która zapada obok. Zamiast podążać za resetową modą, pozostańmy przy tym, co służy naszej polityce.
Przyczytaj całą dyskusję w opracowaniu Marcina Wojciechowskiego
źródło: gazeta.pl



















