22/08/2008
Niebezpieczan zabawa propagandą
opublikowana rozmowa z Pawłem Kowalem, wiceprzewodniczącym
klubu pralamentarnego PiS.
Zapraszamy do lektury!
Jacek Sądej: Panie pośle, wyrażał Pan pogląd, że sprawa tarczy antyrakietowej to być może jedna z najważniejszych decyzji dla Polski po 1989 r. Dlaczego?
Paweł Kowal: Negocjacje trwały kilka lat, praktycznie są zakończone. Polska wiedziała, co negocjuje i nie przystępowała do negocjacji z ciekawości (a potem się zobaczy), tylko z wolą doprowadzenia ich do końca z najlepszym efektem dla naszych interesów. Platforma Obywatelska zaś nigdy wcześniej nie zgłaszała zasadniczych zastrzeżeń. Dlatego dzisiaj decyzja rządu de facto odpowie na pytanie, czy Polska może suwerennie podejmować decyzje o tym, co jest dla niej bezpieczne i co jest bezpieczne dla jej obywateli. Niestety widzimy dzisiaj, że na wypowiedzi i decyzje wielu polityków, jak się w nie wsłuchamy, a niektórzy mówią to otwarcie, wpływają np. groźby Rosji. Jeśli chcemy żyć w kraju, w którym groźby ze strony Rosji wpływają na podejmowanie kluczowych decyzji strategicznych, to znaczy, że Polska wraca, idzie wstecz. Wraca do sfery wpływów zmodyfikowanego dzisiaj Związku Sowieckiego, który oczywiście inaczej wygląda i jest jakby innego rodzaju państwem. Znany jest przecież polskiej sowietologii, nauce o tym, co się działo w bloku sowieckim, taki pogląd reprezentowany m.in. przez nieżyjącego już Włodzimierza Bączkowskiego, który mówi, że Rosja jest zawsze taka sama. Zawsze ma te same imperialne ciągoty, tylko występuje to pod różnymi postaciami. Dzisiaj są one odziane w płaszcz nowej Rosji z wyraźnie niedemokratycznymi elementami. Dzisiaj w Polsce decyzja o porozumieniu z Ameryką w sprawie tarczy nie może być podjęta ani pod wpływem zewnętrznych gróźb, ani porad pijarowców związanych z rządem. Za bezpieczeństwo kraju odpowiedzialność musi brać rząd, także za zaniechania. Zła decyzja podjęta w tym trybie, jaki obserwujemy od kilku tygodni, spowoduje de facto, że osłabi się nasz sojusz z Ameryką, na temat którego można oczywiście powiedzieć również dużo krytycznych słów. Przede wszystkim powinniśmy podkreślić, że jest to jednak najbardziej efektywny sojusz dla Polski w ciągu ostatnich stu lat. Wewnątrz kraju zaś zostanie wykopany rów między nami a Platformą. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, dlatego że będzie to oznaczało, że Platforma zupełnie inaczej podchodzi do bezpieczeństwa narodowego niż to przez lata deklarowała.
Jakie były ustalenia poprzedniej ekipy rządowej w sprawie rozlokowania elementów tarczy, które dziś Prawo i Sprawiedliwość zaproponowałoby do realizacji sprawującym obecnie władzę?
Nie mogę oczywiście ujawnić szczegółów. Wystarcz, że powiem tyle: instrukcja negocjacyjna w zasadzie nie zmieniła się, negocjator jest ten sam. On wynegocjował dokument i nikt nie zarzuca mu, że przekroczył swoje kompetencje czy uprawnienia, ponieważ działał zgodnie z instrukcją negocjacyjną i z upoważnienia rządu. Potem nagle coś się wydarzyło, a my do końca nie wiemy co. Jest taka teoria, że specjaliści od propagandy, którzy siedzą w tej słynnej byłej bibliotece, gdzieś tam w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, powiedzieli, że na tym można coś "przegrać" w Europie czy w Polsce. I zaczęła się niebezpieczna zabawa propagandowa, w trakcie której w opinii publicznej zaczęto budować atmosferę nieufności w stosunku do intencji naszego strategicznego sojusznika. Ponieważ robią to przedstawiciele rządzącego ugrupowania, to szczególnie nie służy to interesom Polski. Nie uważam, że nie można krytykować Ameryki. Tylko widzę, że nagle słowa typu: twardy, zdecydowanie, teraz inaczej odnoszą się akurat do tego kraju, który zasługuje na to wyraźnie mniej niż inni partnerzy. Nastąpiło coś w rodzaju odwrócenia emocji, tak jakby ktoś to specjalnie wyreżyserował, żeby pokazać Polakom, iż prawdziwe kłopoty mogą ich spotkać ze strony Ameryki. Jeżeli uda się to wmówić Polakom, a kiedy się powtarza jakieś kłamstwo codziennie, jak powtarzają to niektórzy, to coś z tego zostanie. Powstanie np. takie pytanie, czy aby Ameryka nas nie oszukała, a potem powstanie pytanie, czy nasza strategiczna droga po 1989 r. do NATO, związanie się z Sojuszem Atlantyckim, to na pewno było dobre rozwiązanie? Jeszcze jedno jest charakterystyczne, że ci, którzy podnoszą wyłącznie argumenty przeciwko tarczy antyrakietowej, to są bardzo często te same osoby, które byłyby gotowe położyć własne ciało na drodze Polski do NATO.
Krytycznie oceniał Pan rząd Donalda Tuska m.in. za brak informacji na temat stanu negocjacji oraz brak współpracy w tej sprawie z opozycją.
Gdyby odczytywać intencje rządu Tuska po tym, jakie ma kontakty w tej sprawie z opozycją, można by powiedzieć, że nie życzy sobie poparcia opozycji. Dlatego że w gruncie rzeczy poza jednym krótkim spotkaniem ministra spraw zagranicznych z Komisją Spraw Zagranicznych w trakcie, kiedy trwały negocjacje, nie mieliśmy żadnych informacji. Dopiero pod wpływem naszych nacisków w ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie z Konwentem Seniorów.
Czy po tym spotkaniu coś się zmieniło?
Po pierwsze, nic się nie zmieniło, a po drugie, spotkanie polegało to trochę na robieniu wrażenia na Konwencie Seniorów. Podawano informacje, które absolutnie można było przeczytać w gazetach. Natomiast marszałek Sejmu i minister spraw zagranicznych teatralnie trzymali palec na ustach, jakby posiadali jakieś wielkie tajemnice lub przekazywali nam nadzwyczajną wiedzę. Kiedy był na to czas, nie było żadnych konsultacji politycznych, które wcześniej odbywały się za rządów PiS, bo tarcza to jest jednak sprawa poważna, wymaga poparcia szerszego niż jedna-dwie partie. Ma się wrażenie, że być może jest już jakiś dawno realizowany scenariusz, którego stawką jest po prostu wyjście z negocjacji. Problem tylko w tym, że to bardzo naraża interes i wizerunek Polski, która kilka lat negocjowała. Umowa, która jest już gotowa, nie jest umową zasadniczo odbiegającą od tego, czego się należało spodziewać, choć oczywiście kilka spraw można by dopracować. Premier Polski, który w dzień święta narodowego naszego sojusznika de facto zrywa negocjacje, to jest obraz zdumiewający. Proszę sobie wyobrazić, że coś podobnego zrobiłby rząd Jarosława Kaczyńskiego. Przez tydzień grzałyby się silniki we wszystkich stacjach informacyjnych i wylewano by wiadra pomyj na niekompetencję rządu. Rzecz jasna, jeśli rząd faktycznie wynegocjowałby coś więcej, to bardzo dobrze, ale czy jest usprawiedliwienie dla tak drastycznych ruchów strategicznych? Mam poważne wątpliwości.
Czy to było zamierzone działanie premiera Tuska?
W takich sprawach to właściwie nie ma znaczenia, czy to było celowe. Widać tu niekompetencję i brak refleksji nad relacjami zewnętrznymi Polski. Widać, że są one podporządkowane głównie celom propagandowym. W życiu każdego rządu cele propagandowe są ważne, tylko problem jest w tym, kiedy stają się absolutnie pierwszoplanowe. A w przypadku rządu Tuska w sprawie tarczy mam wrażenie, że tak jest.
W przekonaniu polityków tarcza lokuje się w kategoriach potrzeb służących bezpieczeństwu Polski. Tymczasem opinia publiczna zdecydowaną większością głosów w prezentowanych sondażach była przeciwna instalowaniu elementów tarczy w naszym kraju. Skąd ten rozdźwięk?
Nie jest tak do końca. Bo rząd eksponował takie sondaże, ale np. sondaże, które były wykonane choćby dla "Gazety Wyborczej", pokazywały stały wzrost zwolenników tarczy i zmniejszanie się przeciwników i to mimo prowadzonej propagandy. Mamy przecież do czynienia z wielotygodniową kampanią dezinformacji, która polega na tym, że nie informuje się opozycji i parlamentu, ale jako metoda informowania służą wyłącznie przecieki. Rząd jest więc jak dziurawy bukłak na wino i przecieka we wszystkich kierunkach. Tylko jakimś trafem przeciekają tylko te informacje lub raczej dezinformacje, które mają zniechęcić Polaków do tarczy. Łącznie z tym, że nagle, nie wiadomo skąd, informuje się, że Amerykanie zażądali agencji towarzyskiej w okolicach bazy i to jest podawane jako poważny argument przeciwko tarczy. Jeśli się robi przez całe tygodnie Polakom wodę z mózgu, np. kiedy wszyscy politycy jak jeden mąż powtarzają, że tarcza zmniejsza bezpieczeństwo Polski, podczas gdy nie jest znany żaden przypadek ataku na bazę amerykańską ani nie są znane żadne dane, które pokazywałyby, że ataki terrorystyczne na terenie różnych krajów zwiększają się w związku z instalacjami wojskowymi. No ale ktoś to cały czas powtarza, że politycy straszą wręcz terroryzmem. Moim zdaniem jest rzeczą niedopuszczalną u odpowiedzialnych polityków mówienie, że tarcza wywoła ataki terrorystyczne. Ja nie rozpatrywałbym tego w kategoriach fatum tylko w kategoriach takich, w jakich miało to miejsce w Hiszpanii, kiedy jedna z partii wywoływała nieszczęście jak wilka z lasu. Politycy nie są od tego, aby przedstawiać tego rodzaju scenariusze.
Marszałek Komorowski niedawno określił politykę Rosji - zapowiadającej podjęcie militarno-technicznych kroków, w przypadku instalacji elementów tarczy na terenie Polski - jako warczenie lub mruczenie niedźwiedzia. Stwierdził, że polityka amerykańska w Polsce powinna "uwzględniać pomruki niedźwiedzia". Do czego mogą prowadzić tego rodzaju polityczne deklaracje?
Kompletnie nie rozumiem tego sformułowania pana marszałka. To nie jest pierwsza dziwna opinia. Ostatnio z marszałkowskiego fotela, z trybuny sejmowej marszałek nazywał swoich oponentów politycznych, jak rozumiem także mnie, lobbystami obcych państw. Myślę, że bezwzględność, z jaką marszałek obchodzi się z tą tematyką, jest godna lepszej sprawy. A jeśli chodzi o to, czy powinno się uwzględniać pomruki Rosji, to przecież Polacy odpowiedzieli na to w 1989 r. i zostawmy już to. Bezpieczeństwo kraju to jest sprawa zbyt poważna, aby się opierała na wrażeniach i strachach przed pomrukami. Jeżeli ktoś tak podchodzi do bezpieczeństwa narodowego, to musi sobie odpowiedzieć na pytanie, do czego to prowadzi.
Zastanawiające jest pytanie, czy jako państwo jesteśmy bardziej bezpieczniejsi, posiadając elementy tarczy, czy też bez tarczy? Może dlatego marszałek Komorowski zaznaczył, że nie ma obecnie powodu, aby spieszyć się w negocjacjach związanych z rozlokowaniem elementów tarczy w Polsce?
Rosja zawsze się sprzeciwia wszelkim ruchom, kiedy chodzi o wzmocnienie bezpieczeństwa Polski. Tak było przy wejściu do NATO, tak było przy wejściu do Unii Europejskiej, i tak jest dzisiaj. Obecnie Rosja jest szczególnie brutalna w tych atakach słownych, bo jest ośmielona bezczynnością krajów Unii Europejskiej, jest ośmielona swoją dominacją w sektorze energetycznym. Nie ma jednak żadnego powodu, by politycy podejmowali decyzje na podstawie tych pomruków. Przeciwnie jest szereg powodów, żeby politycy, szczególnie politycy w Polsce, nauczyli się podejmować decyzje bez strachu. Jeśli postawimy pytanie, czy tarcza wzmacnia, czy osłabia nasze bezpieczeństwo, to jest absolutnie jednoznaczna odpowiedź. A jeśli będziemy próbowali okłamywać opinię publiczną, że tarcza sprowadzi na kraj niebezpieczeństwo, to strach pomyśleć.
Dlaczego podobnych oporów nie mieli Czesi, którzy podpisali porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi? Dlaczego podobnych zastrzeżeń nie ma także Litwa, która zaoferowała dostępność swojego terytorium na bazę antyrakietową w przypadku, gdyby Polska się wycofała?
W Czechach oczywiście też są obawy, ale oni mają mieć inny rodzaj instalacji, jakim jest radar. Myślę, że politycy w Czechach podjęli decyzję zgodną ze swoim sumieniem. Kraje te wiedzą, że posiadanie instalacji czy udział w niej zwiększa bezpieczeństwo na płaszczyźnie militarnej czy politycznej. Nie bardzo rozumiem postawę polskiego rządu, że można negocjować w nieskończoność. Obawiam się, by choćby przypadkiem nie powstała taka sytuacja, że marszałek Komorowski i minister spraw zagranicznych prowadzą taką taktykę negocjacyjno-informacyjną, w ramach której na jakimś etapie ten projekt okaże się już bezprzedmiotowy. Czy może nie mamy do czynienia z taką sytuacją, że nie ma odwagi wypowiedzieć "tak", bo są te pomruki i względy badań opinii publicznej, w której jest mniej więcej pół na pół i jeszcze nie wiadomo co, i brak też odwagi aby powiedzieć Amerykanom "nie". Jesteśmy w takiej fazie, w której negocjacje się już dawno nie toczą. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z symulowaniem negocjacji i mówieniem, że nie szkodzi jeszcze ponegocjować. Natomiast finał tego może być taki, że sprawa umrze śmiercią naturalną.
Z bieżących informacji wynika, że do końca lipca mają zostać zakończone rozmowy w zespołach eksperckich. Czego możemy się po nich spodziewać?
Mamy taką sytuację, że na zamkniętym spotkaniu z tajemniczymi minami minister pokazuje wynegocjowane dokumenty i pytany o to, co jest jeszcze przedmiotem negocjacji, wskazuje jakieś dwa czy trzy, mówiąc prawdę nie pierwszego znaczenia elementy, które jeszcze mogą być przedmiotem ustaleń politycznych, a na zewnątrz mówi, że trwają jakieś negocjacje. W ten sposób faktycznie wprowadza się w błąd opinię publiczną. Moim zdaniem, nie toczą się dzisiaj żadne negocjacje, ale mamy do czynienia z operacją czysto medialną, która ma dwa cele. Albo przygotować miękkie wyjście Polski, tak by rząd nie wziął na siebie odpowiedzialności za zerwanie negocjacji. Albo ma na celu pokazać na końcu, gdyby zdecydowano się jednak doprowadzić umowę do podpisania, ten sam dokument, który już dawno został wynegocjowany, i powiedzieć, że on się radykalnie różni od tego, który był wcześniej. Nie ma żadnej wątpliwości, że dokument już jest i jeśli rząd mówi, że toczą się negocjacje, to niech powie, kto i gdzie negocjuje.
Dziękuję za rozmowę.
źródło: naszapolska.pl
Jacek Sądej: Panie pośle, wyrażał Pan pogląd, że sprawa tarczy antyrakietowej to być może jedna z najważniejszych decyzji dla Polski po 1989 r. Dlaczego?
Paweł Kowal: Negocjacje trwały kilka lat, praktycznie są zakończone. Polska wiedziała, co negocjuje i nie przystępowała do negocjacji z ciekawości (a potem się zobaczy), tylko z wolą doprowadzenia ich do końca z najlepszym efektem dla naszych interesów. Platforma Obywatelska zaś nigdy wcześniej nie zgłaszała zasadniczych zastrzeżeń. Dlatego dzisiaj decyzja rządu de facto odpowie na pytanie, czy Polska może suwerennie podejmować decyzje o tym, co jest dla niej bezpieczne i co jest bezpieczne dla jej obywateli. Niestety widzimy dzisiaj, że na wypowiedzi i decyzje wielu polityków, jak się w nie wsłuchamy, a niektórzy mówią to otwarcie, wpływają np. groźby Rosji. Jeśli chcemy żyć w kraju, w którym groźby ze strony Rosji wpływają na podejmowanie kluczowych decyzji strategicznych, to znaczy, że Polska wraca, idzie wstecz. Wraca do sfery wpływów zmodyfikowanego dzisiaj Związku Sowieckiego, który oczywiście inaczej wygląda i jest jakby innego rodzaju państwem. Znany jest przecież polskiej sowietologii, nauce o tym, co się działo w bloku sowieckim, taki pogląd reprezentowany m.in. przez nieżyjącego już Włodzimierza Bączkowskiego, który mówi, że Rosja jest zawsze taka sama. Zawsze ma te same imperialne ciągoty, tylko występuje to pod różnymi postaciami. Dzisiaj są one odziane w płaszcz nowej Rosji z wyraźnie niedemokratycznymi elementami. Dzisiaj w Polsce decyzja o porozumieniu z Ameryką w sprawie tarczy nie może być podjęta ani pod wpływem zewnętrznych gróźb, ani porad pijarowców związanych z rządem. Za bezpieczeństwo kraju odpowiedzialność musi brać rząd, także za zaniechania. Zła decyzja podjęta w tym trybie, jaki obserwujemy od kilku tygodni, spowoduje de facto, że osłabi się nasz sojusz z Ameryką, na temat którego można oczywiście powiedzieć również dużo krytycznych słów. Przede wszystkim powinniśmy podkreślić, że jest to jednak najbardziej efektywny sojusz dla Polski w ciągu ostatnich stu lat. Wewnątrz kraju zaś zostanie wykopany rów między nami a Platformą. Nie mam co do tego żadnych wątpliwości, dlatego że będzie to oznaczało, że Platforma zupełnie inaczej podchodzi do bezpieczeństwa narodowego niż to przez lata deklarowała.
Jakie były ustalenia poprzedniej ekipy rządowej w sprawie rozlokowania elementów tarczy, które dziś Prawo i Sprawiedliwość zaproponowałoby do realizacji sprawującym obecnie władzę?
Nie mogę oczywiście ujawnić szczegółów. Wystarcz, że powiem tyle: instrukcja negocjacyjna w zasadzie nie zmieniła się, negocjator jest ten sam. On wynegocjował dokument i nikt nie zarzuca mu, że przekroczył swoje kompetencje czy uprawnienia, ponieważ działał zgodnie z instrukcją negocjacyjną i z upoważnienia rządu. Potem nagle coś się wydarzyło, a my do końca nie wiemy co. Jest taka teoria, że specjaliści od propagandy, którzy siedzą w tej słynnej byłej bibliotece, gdzieś tam w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, powiedzieli, że na tym można coś "przegrać" w Europie czy w Polsce. I zaczęła się niebezpieczna zabawa propagandowa, w trakcie której w opinii publicznej zaczęto budować atmosferę nieufności w stosunku do intencji naszego strategicznego sojusznika. Ponieważ robią to przedstawiciele rządzącego ugrupowania, to szczególnie nie służy to interesom Polski. Nie uważam, że nie można krytykować Ameryki. Tylko widzę, że nagle słowa typu: twardy, zdecydowanie, teraz inaczej odnoszą się akurat do tego kraju, który zasługuje na to wyraźnie mniej niż inni partnerzy. Nastąpiło coś w rodzaju odwrócenia emocji, tak jakby ktoś to specjalnie wyreżyserował, żeby pokazać Polakom, iż prawdziwe kłopoty mogą ich spotkać ze strony Ameryki. Jeżeli uda się to wmówić Polakom, a kiedy się powtarza jakieś kłamstwo codziennie, jak powtarzają to niektórzy, to coś z tego zostanie. Powstanie np. takie pytanie, czy aby Ameryka nas nie oszukała, a potem powstanie pytanie, czy nasza strategiczna droga po 1989 r. do NATO, związanie się z Sojuszem Atlantyckim, to na pewno było dobre rozwiązanie? Jeszcze jedno jest charakterystyczne, że ci, którzy podnoszą wyłącznie argumenty przeciwko tarczy antyrakietowej, to są bardzo często te same osoby, które byłyby gotowe położyć własne ciało na drodze Polski do NATO.
Krytycznie oceniał Pan rząd Donalda Tuska m.in. za brak informacji na temat stanu negocjacji oraz brak współpracy w tej sprawie z opozycją.
Gdyby odczytywać intencje rządu Tuska po tym, jakie ma kontakty w tej sprawie z opozycją, można by powiedzieć, że nie życzy sobie poparcia opozycji. Dlatego że w gruncie rzeczy poza jednym krótkim spotkaniem ministra spraw zagranicznych z Komisją Spraw Zagranicznych w trakcie, kiedy trwały negocjacje, nie mieliśmy żadnych informacji. Dopiero pod wpływem naszych nacisków w ubiegłym tygodniu odbyło się spotkanie z Konwentem Seniorów.
Czy po tym spotkaniu coś się zmieniło?
Po pierwsze, nic się nie zmieniło, a po drugie, spotkanie polegało to trochę na robieniu wrażenia na Konwencie Seniorów. Podawano informacje, które absolutnie można było przeczytać w gazetach. Natomiast marszałek Sejmu i minister spraw zagranicznych teatralnie trzymali palec na ustach, jakby posiadali jakieś wielkie tajemnice lub przekazywali nam nadzwyczajną wiedzę. Kiedy był na to czas, nie było żadnych konsultacji politycznych, które wcześniej odbywały się za rządów PiS, bo tarcza to jest jednak sprawa poważna, wymaga poparcia szerszego niż jedna-dwie partie. Ma się wrażenie, że być może jest już jakiś dawno realizowany scenariusz, którego stawką jest po prostu wyjście z negocjacji. Problem tylko w tym, że to bardzo naraża interes i wizerunek Polski, która kilka lat negocjowała. Umowa, która jest już gotowa, nie jest umową zasadniczo odbiegającą od tego, czego się należało spodziewać, choć oczywiście kilka spraw można by dopracować. Premier Polski, który w dzień święta narodowego naszego sojusznika de facto zrywa negocjacje, to jest obraz zdumiewający. Proszę sobie wyobrazić, że coś podobnego zrobiłby rząd Jarosława Kaczyńskiego. Przez tydzień grzałyby się silniki we wszystkich stacjach informacyjnych i wylewano by wiadra pomyj na niekompetencję rządu. Rzecz jasna, jeśli rząd faktycznie wynegocjowałby coś więcej, to bardzo dobrze, ale czy jest usprawiedliwienie dla tak drastycznych ruchów strategicznych? Mam poważne wątpliwości.
Czy to było zamierzone działanie premiera Tuska?
W takich sprawach to właściwie nie ma znaczenia, czy to było celowe. Widać tu niekompetencję i brak refleksji nad relacjami zewnętrznymi Polski. Widać, że są one podporządkowane głównie celom propagandowym. W życiu każdego rządu cele propagandowe są ważne, tylko problem jest w tym, kiedy stają się absolutnie pierwszoplanowe. A w przypadku rządu Tuska w sprawie tarczy mam wrażenie, że tak jest.
W przekonaniu polityków tarcza lokuje się w kategoriach potrzeb służących bezpieczeństwu Polski. Tymczasem opinia publiczna zdecydowaną większością głosów w prezentowanych sondażach była przeciwna instalowaniu elementów tarczy w naszym kraju. Skąd ten rozdźwięk?
Nie jest tak do końca. Bo rząd eksponował takie sondaże, ale np. sondaże, które były wykonane choćby dla "Gazety Wyborczej", pokazywały stały wzrost zwolenników tarczy i zmniejszanie się przeciwników i to mimo prowadzonej propagandy. Mamy przecież do czynienia z wielotygodniową kampanią dezinformacji, która polega na tym, że nie informuje się opozycji i parlamentu, ale jako metoda informowania służą wyłącznie przecieki. Rząd jest więc jak dziurawy bukłak na wino i przecieka we wszystkich kierunkach. Tylko jakimś trafem przeciekają tylko te informacje lub raczej dezinformacje, które mają zniechęcić Polaków do tarczy. Łącznie z tym, że nagle, nie wiadomo skąd, informuje się, że Amerykanie zażądali agencji towarzyskiej w okolicach bazy i to jest podawane jako poważny argument przeciwko tarczy. Jeśli się robi przez całe tygodnie Polakom wodę z mózgu, np. kiedy wszyscy politycy jak jeden mąż powtarzają, że tarcza zmniejsza bezpieczeństwo Polski, podczas gdy nie jest znany żaden przypadek ataku na bazę amerykańską ani nie są znane żadne dane, które pokazywałyby, że ataki terrorystyczne na terenie różnych krajów zwiększają się w związku z instalacjami wojskowymi. No ale ktoś to cały czas powtarza, że politycy straszą wręcz terroryzmem. Moim zdaniem jest rzeczą niedopuszczalną u odpowiedzialnych polityków mówienie, że tarcza wywoła ataki terrorystyczne. Ja nie rozpatrywałbym tego w kategoriach fatum tylko w kategoriach takich, w jakich miało to miejsce w Hiszpanii, kiedy jedna z partii wywoływała nieszczęście jak wilka z lasu. Politycy nie są od tego, aby przedstawiać tego rodzaju scenariusze.
Marszałek Komorowski niedawno określił politykę Rosji - zapowiadającej podjęcie militarno-technicznych kroków, w przypadku instalacji elementów tarczy na terenie Polski - jako warczenie lub mruczenie niedźwiedzia. Stwierdził, że polityka amerykańska w Polsce powinna "uwzględniać pomruki niedźwiedzia". Do czego mogą prowadzić tego rodzaju polityczne deklaracje?
Kompletnie nie rozumiem tego sformułowania pana marszałka. To nie jest pierwsza dziwna opinia. Ostatnio z marszałkowskiego fotela, z trybuny sejmowej marszałek nazywał swoich oponentów politycznych, jak rozumiem także mnie, lobbystami obcych państw. Myślę, że bezwzględność, z jaką marszałek obchodzi się z tą tematyką, jest godna lepszej sprawy. A jeśli chodzi o to, czy powinno się uwzględniać pomruki Rosji, to przecież Polacy odpowiedzieli na to w 1989 r. i zostawmy już to. Bezpieczeństwo kraju to jest sprawa zbyt poważna, aby się opierała na wrażeniach i strachach przed pomrukami. Jeżeli ktoś tak podchodzi do bezpieczeństwa narodowego, to musi sobie odpowiedzieć na pytanie, do czego to prowadzi.
Zastanawiające jest pytanie, czy jako państwo jesteśmy bardziej bezpieczniejsi, posiadając elementy tarczy, czy też bez tarczy? Może dlatego marszałek Komorowski zaznaczył, że nie ma obecnie powodu, aby spieszyć się w negocjacjach związanych z rozlokowaniem elementów tarczy w Polsce?
Rosja zawsze się sprzeciwia wszelkim ruchom, kiedy chodzi o wzmocnienie bezpieczeństwa Polski. Tak było przy wejściu do NATO, tak było przy wejściu do Unii Europejskiej, i tak jest dzisiaj. Obecnie Rosja jest szczególnie brutalna w tych atakach słownych, bo jest ośmielona bezczynnością krajów Unii Europejskiej, jest ośmielona swoją dominacją w sektorze energetycznym. Nie ma jednak żadnego powodu, by politycy podejmowali decyzje na podstawie tych pomruków. Przeciwnie jest szereg powodów, żeby politycy, szczególnie politycy w Polsce, nauczyli się podejmować decyzje bez strachu. Jeśli postawimy pytanie, czy tarcza wzmacnia, czy osłabia nasze bezpieczeństwo, to jest absolutnie jednoznaczna odpowiedź. A jeśli będziemy próbowali okłamywać opinię publiczną, że tarcza sprowadzi na kraj niebezpieczeństwo, to strach pomyśleć.
Dlaczego podobnych oporów nie mieli Czesi, którzy podpisali porozumienie ze Stanami Zjednoczonymi? Dlaczego podobnych zastrzeżeń nie ma także Litwa, która zaoferowała dostępność swojego terytorium na bazę antyrakietową w przypadku, gdyby Polska się wycofała?
W Czechach oczywiście też są obawy, ale oni mają mieć inny rodzaj instalacji, jakim jest radar. Myślę, że politycy w Czechach podjęli decyzję zgodną ze swoim sumieniem. Kraje te wiedzą, że posiadanie instalacji czy udział w niej zwiększa bezpieczeństwo na płaszczyźnie militarnej czy politycznej. Nie bardzo rozumiem postawę polskiego rządu, że można negocjować w nieskończoność. Obawiam się, by choćby przypadkiem nie powstała taka sytuacja, że marszałek Komorowski i minister spraw zagranicznych prowadzą taką taktykę negocjacyjno-informacyjną, w ramach której na jakimś etapie ten projekt okaże się już bezprzedmiotowy. Czy może nie mamy do czynienia z taką sytuacją, że nie ma odwagi wypowiedzieć "tak", bo są te pomruki i względy badań opinii publicznej, w której jest mniej więcej pół na pół i jeszcze nie wiadomo co, i brak też odwagi aby powiedzieć Amerykanom "nie". Jesteśmy w takiej fazie, w której negocjacje się już dawno nie toczą. Mam wrażenie, że mamy do czynienia z symulowaniem negocjacji i mówieniem, że nie szkodzi jeszcze ponegocjować. Natomiast finał tego może być taki, że sprawa umrze śmiercią naturalną.
Z bieżących informacji wynika, że do końca lipca mają zostać zakończone rozmowy w zespołach eksperckich. Czego możemy się po nich spodziewać?
Mamy taką sytuację, że na zamkniętym spotkaniu z tajemniczymi minami minister pokazuje wynegocjowane dokumenty i pytany o to, co jest jeszcze przedmiotem negocjacji, wskazuje jakieś dwa czy trzy, mówiąc prawdę nie pierwszego znaczenia elementy, które jeszcze mogą być przedmiotem ustaleń politycznych, a na zewnątrz mówi, że trwają jakieś negocjacje. W ten sposób faktycznie wprowadza się w błąd opinię publiczną. Moim zdaniem, nie toczą się dzisiaj żadne negocjacje, ale mamy do czynienia z operacją czysto medialną, która ma dwa cele. Albo przygotować miękkie wyjście Polski, tak by rząd nie wziął na siebie odpowiedzialności za zerwanie negocjacji. Albo ma na celu pokazać na końcu, gdyby zdecydowano się jednak doprowadzić umowę do podpisania, ten sam dokument, który już dawno został wynegocjowany, i powiedzieć, że on się radykalnie różni od tego, który był wcześniej. Nie ma żadnej wątpliwości, że dokument już jest i jeśli rząd mówi, że toczą się negocjacje, to niech powie, kto i gdzie negocjuje.
Dziękuję za rozmowę.
źródło: naszapolska.pl



















