Loading...
Aktualnosci
10/01/2009

Energetyka to zwierciadło rosyjskiej doktryny politycznej


    - Prawdziwa polityka zawsze rodzi się w praktycznym działaniu
    - nie w deklaracjach, nie na bogatych konferencjach i długich
    kongresach, nie w kwiecistych przemówieniach prezydenta
    Francji. Ostatni tydzień pokazał jasno, że ciągle ten w Europie
    komu ciepło nie rozumie tego, któremu Rosjanie zakręcili gaz
    -pisze na łamach "Dziennika" Paweł Kowal.

Zapraszamy do lektury!

Polityczna Europa jest dziecinna. Politycy w Paryżu, Berlinie i innych stolicach kontynentu nie są w stanie połączyć w jedną całość ciągu wydarzeń składającego się z odmowy Rosji przystąpienia do protokołu tranzytowego i karty energetycznej, które oznaczają zrównanie reguł gry na rynku energetycznym pomiędzy Europą a Rosją, odradzającego się kultu Stalina w Rosji, konfliktu w Gruzji z sierpnia 2008, ostrej rosyjskiej propagandy antyukraińskiej i podobnej antygruzińskiej a wreszcie ostatniego kryzysu energetycznego. Jeśli każde z tych wydarzeń politycy w Brukseli i europejskich stolicach będą widzieli oddzielnie, Europa nie da rady w sporze z Rosją. Jeśli prawie każdy, kto głośno krzyczy o solidarności w Europie, będzie tym bardziej, jak Niemcy w sprawie Gazociągu Pólnocnego, dbał tylko o swoje, to za parę lat z marzenia o wspólnej polityce energetycznej zostaną papiery w archiwach. Również dla Rosji taka polityka Unii skończy się takim czy innym nieszczęściem.
Dziecinna Europa

Racja fizyka Kaśka butów nie ma- to motto „Podręcznika mądrości" Józefa Marii Bocheńskiego pasuje jak ulał do tego co działo się w ubiegłym tygodniu. Przez lata mówiono, że Rosja może zakręcić kurek gazowy ale nigdy tego nie zrobi. Więc już zrobiła. Przekonywano, że praktycznie wystarczy mieć dobre kontrakty z Gazpromem, nawet gdyby jako jedyny dostarczał gaz do któregoś kraju w Europie i nie włączać się do kłopotliwych politycznych dyskusji z Rosją i można czuć się bezpiecznie, bo Rosja jest poważna. Już nieaktualne: Najbardziej na wydarzeniach ostatniego tygodnia ucierpiały „milczące" od lat Węgry i Słowacja. Mówiono w Paryżu i Berlinie przy okazji debat nad Traktatem Lizbońskim, że solidarność energetyczna jest tuż tuż. Ale to Niemcy i Francja w ostatnim tygodniu nawet po oświadczeniu samego Putina, nie były w stanie głośno powiedzieć kto zakręcił kurek. Mówiono, że, polityka uśmiechów wobec Rosji to balsam na całe zło i problemy. Tymczasem Moskwa zakręciła i gaz dla Polski. Przekonywano, że Gazprom to gospodarka, ekonomia i biznes, a sami Rosjanie pokazali w telewizji jak biznesem tym osobiście kieruje premier Rosji Putin. Ceny miały być jednakowe dla wszystkich ale Armenia i Białoruś dostają od Rosji bonus w postaci kilkudziesięcioprocentowej marży i nikt nie zakręca im kurka. Dzisiaj wszystko widać jak na dłoni. Paradoks polega na tym, że to na Kremlu spowodowano, że nie da się już więcej zrobić, by przekonać Europę jaka jest rzeczywistość.

A jednak wychodzimy z kryzysu w przekonaniu, że nic się w relacjach po kryzysie nie zmieni. Gaz będzie płynął jak dawniej, komentatorzy szybkich telewizji powrócą do relacjonowania historii łosia z Kampinosu. A za rok lub dwa od nowa będziemy odrabiać lekcję z polityki energetycznej.

Dlaczego tak jest? Ponieważ w Europie milcząco zaakceptowano doktrynę geopolityczną współczesnej Rosji, którą najłatwiej prześledzić na problemach gazowych. Sformułowali ją w dokumentach i wypowiedziach premier Putin i prezydent Miedwiediew, który przyszedł na swoje stanowisko wprost z pracy w Gazpromie. Energetyka to zwierciadło rosyjskiej doktryny politycznej: według niej współczesna Rosja powinna opierać się na monopolu w wydobywaniu gazu i ropy oraz monopolu w ich transportowaniu na Zachód. Ta doktryna zakłada, że nawet złoża, które znalazły się na terytorium dawnych republik sowieckich, jak gaz w Turkmenistanie, czy ropa naftowa w Kazachstanie, mogą być, co prawda tam wydobywane, jednak najlepiej z udziałem Gazpromu. Transportowane zaś mogą być tylko rosyjskimi rurami, tylko przez terytorium Rosji. Według tej doktryny korzyści z tego nie mogą czerpać kraje, które marzą o niezależności: Polska, Ukraina, Litwa. To dlatego w Moskwie postanowiono nie dopuścić do powstania ropociągu Odessa-Brody. To m.in. dlatego Rosjanie w sierpniu 2008 weszli do Gruzji, by pokazać, że nie ma innej drogi transportu surowców niż przez Rosję. Także działania ostatnich tygodni pokazują, że Rosjanie swoją aktywność w relacjach z Ukrainą traktują trochę jak sprawę wewnętrzną , tak bowiem postrzegają pozycję państw byłych Sowietów i takiego ich traktowania oczekują od Europy. Oczekują, że zostanie zaakceptowana zasada, że kiedy zakręca się dopływ energii na Ukrainę to nie jest sprawa międzynarodowa, tylko gospodarcza, swego rodzaju „domowa sprawa". Także zakręcenie kurka słabym krajom Europy środkowej, które należały do RWPG nie jest w tej doktrynie problemem. W Moskwie poważnie traktuje się tylko zastrzeżenia Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii.

Ale podejście do bezpieczeństwa energetycznego mówi nam tez wiele o Europie. Czy jesteśmy w stanie realizować plany o silnej Unii. Prawdziwa polityka zawsze rodzi się w praktycznym działaniu- nie w deklaracjach, nie na bogatych konferencjach i długich kongresach, nie w kwiecistych przemówieniach prezydenta Francji. Ostatni tydzień pokazał jasno, że ciągle ten w Europie komu ciepło nie rozumie tego, któremu Rosjanie zakręcili gaz.

W styczniu 2009 Europa się ocknęła. A mogło być inaczej. Zróbmy takie doświadczenie: polski prezydent mówi, że czeska prezydencja ma rację: spór gazowy to sprawa pomiędzy Rosją a Ukrainą, polski premier pozostaje jednak w Dolomitach i nie motywuje naszych sąsiadów do bardziej zdecydowanych działań, główna partia opozycji przyznaje rację SLD, że uratuje nas połączenie z gazociągami niemieckimi, w których znajdzie się rosyjski gaz z Gazociągu Północnego, za który dopłacimy trochę zewnętrznym firmom za tranzyt sami wyrzekając się tantiem z opłat, które płynęłyby, gdyby gaz transportowano po lądzie, czyli przez Polskę. Jacek Saryusz Wolski przyznaje rację, swemu poprzednikowi w Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego Brockowi, że to co się dzieje to argument za budową Gazociągu Północnego i rezygnuje ze zwoływania komisji w sprawie kryzysu. Marcin Libicki rezygnuje z dalszej waliki z Gazociągiem Północnym... Jeśli po doświadczeniu ostatniego tygodnia Polska pozwoli, by Putin jeszcze raz usłyszał od Europy jak w anegdocie o Himilsbachu napadniętym przez kloszarda na ulicy: „żeby mi to było przedostatni raz", to za kilka lat mogą się sprawdzić nawet najgorsze najgorsze scenariusze. Rację ma Piotr Naimski, że dzisiaj sprawa energetyki ma tę wagę, co kiedyś wejście do NATO. Relacje z Rosją i bezpieczeństwo energetyczne Polski powinno być poza sporem pomiędzy rządem i opozycją. Spokojne mówienie prawdy o współczesnej polityce rosyjskiej nie może być sprzedawane za pozycję w europejskim salonie, dobre recenzje polskich polityków we francuskich czy niemieckich gazetach i komplementy premiera Putina. Polska jest jedynym z większych krajów UE, który mimo wewnętrznych różnic na szczęście jeszcze raz zachował realizm w ocenie sytuacji. To wartość, którą Polacy docenią dopiero wówczas, kiedy nie będzie nam groziło zakręcenie kurka z gazem na kolejny Nowy Rok.